Schowane w szafce, stojące wciąż w ostatnim rzędzie. Zakopane w szufladzie, czekające na rękę, która po nie sięgnie. Ukryte w czeluściach szafy tak głęboko, że nawet nie muska je światło, gdy nagle otwierają się drzwi. Żyją w ukryciu i czekają na swoją chwilę chwały. Rzeczy na specjalną okazję.
Cichy bohater dnia
Lubię świętować. Jako że jestem na odwyku od perfekcjonizmu, często świętuję wydarzenia, które jeszcze kilka lat temu nazwałabym półsukcesami lub nawet porażkami. Najczęściej świętuję smakowitą kuchnią, wznoszę toast dobrym winem, oglądam intrygujący film, którego nie mogłam się doczekać. A jednak wciąż… trzymam rzeczy na specjalną okazję. Dotarło to do mnie całkiem niedawno. I zaczęłam się zastanawiać czym w zasadzie jest ta specjalna okazja? Czego potrzebuję, by uznać, że dane zdarzenie, moment, czas to właśnie specjalna okazja? Im więcej nad tym myślałam, tym częściej wracała do mnie ta myśl: "Czas nigdy nie będzie odpowiedni".
Dlaczego specjalna okazja nie miałaby być dziś? Dlaczego to dziś – dzień, w którym żyję, jestem, czuję – nie jest specjalną okazją? Na co czekam? Czy potrzebuję coś odhaczyć na mojej checkliście „Życie”, by uznać: „O tak, dziś jestem już w 57% szczęśliwa i spełniona, więc mogę sobie pozwolić na skorzystanie z rzeczy na specjalną okazję!”.
Trening pozytywności, z którego prowadzę warsztaty, nauczył mnie wdzięczności za „proste sprawy” – takie, które wydają się codziennością, rutyną, czymś co przecież mi się należy i nigdy nie zostanę tego czegoś pozbawiona. Staram się każdego dnia myśleć o nich i wyrażać wdzięczność.
Za to, że budzę się i zasypiam obok ukochanego człowieka.
Za to, że mam sprawne ciało i wszystkie zmysły działają jak trzeba.
Za to, że mam dach nad głową, jedzenie w lodówce i ubranie na grzbiecie.
Za to, że mogę słyszeć śmiech mojej mamy, rozmawiać z nią, być obok, bo wciąż jest wśród nas.
Powodów do radości i zadowolenia jest szalenie wiele, o ile koncentrujemy się na nich zamiast na niedostatkach. Gdyby mój radar był nastawiony na wyłapywanie negatywów, prawdopodobnie nie wychodziłabym z domu, tylko na stałe zamieniła się w ludzką tortillę (czytaj: siedziałabym cale dnie w pidżamie, zawinięta w kołdrę lub koc). Wdzięczność to decyzja, którą podjęłam. I praca, którą wykonałam z własnymi przekonaniami.
(Nie)zwykły dzień
Zaczęłam z ciekawością sięgać po swoje rzeczy na specjalną okazję w tzw. „zwykłe dni”. Były to przede wszystkim świece, notesy, zastawa stołowa i ubrania. Wcale mi nie spowszedniały. Nadal uważam, że są ekstra. Nadal dodają smaku – tylko, że teraz dodają go nie tylko „od święta”.
Jeśli zatem trzymasz rzeczy na specjalną okazję, proszę użyj ich dziś. Wyjmij z szuflady świecę trzymaną na specjalną okazję i zapal ją. Wyjmij z szafy sukienkę na specjalną okazję i załóż ją. Wyjmij z szafki perfumy na specjalną okazję i użyj ich. Wyjmij z barku wino na specjalną okazję i skosztuj go. Nikt nie da ci gwarancji, że jutro będziesz mieć szansę, by z nich skorzystać. Uczyń więc dzisiejszy dzień – dzień, w którym żyjesz, jesteś, czujesz – swoją specjalną okazją.
Ta strona szamie ciastki, bo nikt tak człowieka nie rozumie, jak ciastki. Sałata nie rozumie, jarmuż nie rozumie, a ciastki zawsze! To było po ludzku, a oto wersja profeszynal: korzystam z Google Analytics oraz Facebook Pixel w celach analitycznych i marketingowych. Zbierane dane trafiają również do dostawców tych narzędzi. Możesz blokować cookies w ustawieniach przeglądarki lub poprzez dodatkowe wtyczki. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności.