Skąd się w nas bierze perfekcjonizm?

Twój e-book jest rzetelnie opracowany i przedstawiony w interesującej formie graficznej. Wciąż jednak w nim „dłubiesz”, czytasz po raz enty i wprowadzasz poprawki do poprawek. Jednocześnie czujesz podenerwowanie, że nie zdołasz dopracować e-booka tak, jak chcesz, a już na pewno nie zrobisz tego w założonym terminie. Stres zalewa Twoje ciało, myśli galopują, jednak Ty wciąż rzeźbisz kolejne detale. Jeśli to brzmi znajomo, to witaj w świecie niezdrowych perfekcjonistów! Kim jest perfekcjonista? I skąd bierze się jego dążenie do ideału?



Charakterystyka postaci


Niezdrowy perfekcjonista jest bardzo wymagający zarówno w stosunku do siebie, jak i ludzi wokół niego. To dlatego z jego ust rzadko można usłyszeć komplementy. Jeśli partner takiej osoby po raz pierwszy z własnej inicjatywy posprząta całe mieszkanie, może spodziewać się komentarza w rodzaju: „Zapomniałeś zetrzeć kurz z ostatniej półki na regale w salonie”.


Jako że wciąż mu się wydaje, iż za mało wie, za mało umie, by móc zrealizować swoje cele i marzenia, popada niekiedy w paraliż decyzyjny. Bywa uzależniony od kursów, szkoleń, certyfikatów, dyplomów i literatury fachowej. Liczy na to, że kolejny papier zbuduje za niego jego własną pewność siebie.


Jeśli osiąga sukces, przypisuje go czynnikom zewnętrznym mocom w rodzaju fartu, szczęścia, losu, opatrzności. Jeżeli jednak poniesie porażkę upatruje w tej sytuacji swojej winy (w końcu za mało wie, za mało umie i generalnie jest do d**y).


Jako że chce być uważany przez innych za ideał, lub uważa, że wymaga się od niego, by był idealny, tłumi swoje prawdziwe emocje i potrzeby. Może się przez to wydawać oschły, chłodny w kontakcie, a wręcz nieludzki. To efekt nieustannego noszenia maski.


Porównuje się z innymi i z tych porównań wychodzi przegrany– czuje się gorszy, wybrakowany, mniejszy pod każdym względem. Dlatego też nie radzi sobie z przyjmowaniem nawet uzasadnionej krytyki, którą odbiera bardzo personalnie. Gdy słyszy krytykę, ma wrażenie, że jest atakowany, oceniany jako osoba- nawet jeżeli krytyka jest konstruktywna i odnosi się do sytuacji, do konkretnego zachowania, a nie do niego jako do osoby. 


Ponieważ mało kto spełnia jego wysokie wymagania i standardy, nie lubi pracy zespołowej i nie potrafi skutecznie delegować– strach przed tym, że inni nie wykonają swojej części pracy tak, jak on to sobie wyobraża, lub według jego kryteriów, powoduje iż bierze na swoje barki za dużo, wyręczając innych. Ma dużą potrzebę kontrolowania. W pracy będzie zaglądać przez ramię osobie siedzącej przy biurku obok, by wytknąć mu literówki. W domu uważnie przyjrzy się SMS-om w telefonie partnera lub partnerki.


W powyższym opisie posłużyłam się idealną sylwetką niezdrowego perfekcjonisty. Nie znaczy to, że każdy niezdrowy perfekcjonista będzie przejawiał wszystkie opisane przeze mnie cechy. Często perfekcjonizm dotyczy jednego lub kilku obszarów życia, rzadko jednak dominuje we wszystkich jego sferach. Warto mieć to na uwadze, gdy myślimy sobie: "Żaden ze mnie perfekcnonista skoro mam w domu taki bajzel" ;).


Geneza postaci


Niektórzy autorzy, jak na przykład Jeffery Combs, wskazują że pelerynę niezdrowego perfekcjonisty przywdziewa często dziecko, które:


  • było jedynakiem,
  • było najmłodsze z rodzeństwa,
  • było lekceważone, zaniedbywane czy wręcz niechciane przez rodziców.


Poza tymi zmiennymi, jako najczęstsze drogi prowadzące z rodzinnego domu prosto w ramiona niezdrowego perfekcjonizmu, wskazuje się często dwojakie podejście rodziców do dziecka. W pierwszym z nich rodzice bardzo wysoko podnosili dziecku poprzeczkę, przez co musiało ono mocno się starać, by spełnić ich oczekiwania. Co ważne– nie mogło sobie pozwolić na żadne niedociągnięcia, bo to powodowało utratę aprobaty i miłości rodziców. Przykładem może być przynoszenie ze szkoły samych ocen 5 i 6– traktowane przez rodziców jako norma i skupienie uwagi na dziecku dopiero w momencie, gdy przyniosło ocenę gorszą. Takie traktowanie może powodować lęk przed porażką, lęk przed oceną przez innych i lęk utratą twarzy– także w życiu dorosłym. Może też uczyć, że uwagę rodziców (a uwaga bywa przejawem miłości i troski) da się zdobyć tylko wtedy, gdy będzie się robić im wbrew.


W drugim przypadku rodzice nie wyznaczyli dziecku granic ani nie nauczyli norm postępowania, w związku z czym wzięło ono na siebie rolę rodzica w tym obszarze. Samo stworzyło reguły i zasady, podług których zaczęło funkcjonować. Może to przypominać formę buntu przeciwko rodzicom, którzy nie potrafili, nie chcieli lub nie mogli wypełnić tej sfery. Przypomina to działania w stylu: "Nigdy nie będę taka, jak wy". Tym, co łączy obydwa przypadki, jest fakt, iż z dziecka obarczonego niezdrowym perfekcjonizmem wyrasta dorosły, niosący ten sam– a z czasem nawet cięższy– bagaż przekonań i doświadczeń.


Co jest pocieszające, badania pokazują, że mniejszy wpływ na skłonność do perfekcjonizmu mają nasze geny. Większą jego część zawdzięczamy modelowaniu, czyli właśnie uczeniu się przez doświadczanie i obserwację (najczęściej uczestniczącą). Dzieje się to zwłaszcza we wstępnej fazie socjalizacji, gdy jako dzieci jesteśmy „przystosowywani” do życia w społeczeństwie, w rodzinie, w grupie. To zostawia nas z dobrą informacją– bo jeśli coś jest wyuczone, to mamy możliwość zmiany tego schematu i nauczenia się innych wzorców zachowań. Takich, które pozwolą nam akceptować siebie w pełnej krasie, rozwijać swoje mocne strony, budować na zasobach zamiast tkwić w tym samym miejscu, po raz setny rozpamiętując sytuację z przeszłości lub po raz dziesiąty poprawiając tego samego maila.